Krótka historia moich fascynacji

9 miesięcy temu
304 0

Muszę przyznać, że imałam się w swoim życiu różnych ręcznych robótek. Za dzieciaka miałam w domu książkę Zabawka ze skrawka, zawierającą wykroje i instrukcje do uszycia zabawek. Pamiętam stamtąd przepis na Wilka Bicza i Świnkę Ernestynkę. Moja Mama była biegła w szyciu, jak również w szydełkowaniu i robieniu na drutach. Tego gryzącego pomarańczowego sweterka nie zapomnę jej do końca życia ;). Ja też lubiłam sobie coś uszyć z resztek materiałów, których w domu było pełno. Najczęściej były to zwierzątka. Najlepiej jak człowiek był chory, nie trzeba było iść do szkoły, leżało się pod kołdrą i wtedy zwykle pojawiała się wena i przemożna chęć zrobienia czegoś fajnego. W twórczym zapale nie raz zdarzyło mi się przyszyć coś niechcący do poszewki kołdry ;). Później wyszywałam: krzyżykami, na płasko i pętelkami. Z drutami miałam krótką przygodę, która zaowocowała wykonaniem pięknego długiego szalika dla mojego wtedy chłopaka, obecnie męża :). Potem pokochałam technikę decoupage i pracowicie ozdabiałam chusteczkami niezliczone skrzynki, tacki i pojemniczki. W dorosłym życiu przyszła fascynacja filcem i tym, jak piękne rzeczy można wyczarować za pomocą igły i wełny czesankowej. Filckotki robię już rzadziej niż podczas pierwszej fali zachwytu, ale wciąż z dumą prezentuję je tutaj na blogu. Modelinie też nie odpuściłam i zaczęłam hurtowo produkować uśmiechnięte ciastka, tosty i gofry. W międzyczasie bawiłam się trochę akwarelkami, rysowałam postacie z mangi, malowałam po numerkach, rzeźbiłam w masie plastycznej. Jedno jest pewne: na tutorialach w necie zawsze wszystko wygląda dużo prościej niż w rzeczywistości ;). Pod koniec zeszłego roku wzięłam się za kolejny temat, a mianowicie: robienie świec.

Do swoich wyrobów używałam wosku sojowego jako bazy i parafiny z barwnikiem do odlewania drobniejszych elementów. Foremki silikonowe miałam z czasów zabawy z modeliną, a kilka kupiłam też na popularnym chińskim portalu. Można tam znaleźć wytłoczki we wszystkich smakach i kolorach: ciasteczka, czekoladki, makaroniki, truskawki, do wyboru do koloru. Jest coś przyjemnie fascynującego w obserwowaniu topiącego się wosku i wyciąganiu zastygniętych elementów z formy. No i pachnie to obłędnie kiedy się doleje odpowiedniego olejku. Niektóre świece wlewałam do słoików oryginalnie przeznaczonych na miód, inne do mniejszych szklanych pojemniczków, a część jest poza szkłem. Polecam ręcznie robione świece jako dobry pomysł na prezent. Część mojej rodziny i znajomych już została obdarowana, a sporo jeszcze czeka w mojej gablotce :).

Mogę się przyznać, że w nowym roku znalazłam sobie jeszcze inne hobby, ale o tym już będzie w osobnym wpisie :).

PS. Jeśli nie chcesz przegapić moich następnych wpisów, zasubskrybuj bloga, o tutaj. Każdy mój nowy artykuł trafi także do Twojej skrzynki. Nie spamuję :)