jedna-kreska.pl

2 lata temu

O nowych wyzwaniach.

961 0

Wszystkie wpisy tutaj na blogu dotyczące tematyki niepłodności i moich zmagań można zobaczyć również pod skrótem: jedna-kreska.pl. Domenę kupiłam już jakiś czas temu, przez chwilę miałam pomysł, żeby prowadzić tam osobnego bloga, ale utknęłam na wybieraniu wordpressowego szablonu i nie potrafiłam ruszyć z tym projektem dalej. Doszłam ostatecznie do wniosku, że nie ma to sensu: walka o ciążę i wszystkie kwestie, które się z tym wiążą stały się istotnym aspektem mojego życia, więc wpisy o in vitro będą lądować tutaj między relacjami z podróży, moimi przemyśleniami i zdjęciami wełnianych zwierzątek, bo tak też wygląda moja codzienność.

Chciałam mieć jednak jeszcze jedną przestrzeń na publikowanie krótszych przemyśleń i rozkmin, które są zbyt kompaktowe, żeby lądowały w osobnym artykule na blogu. Do dłuższego pisania siadam zwykle wtedy kiedy już sobie poukładam w głowie to co chcę przekazać. Zdaję sobie też sprawę, że nie wszyscy moi znajomi będą chcieli czytać o moich traumach czy oglądać zdjęcia igieł, dlatego na instagramie założyłam do tego celu osobny profil @jedna_kreska.pl

Dwa lata temu zadeklarowałam, że jeśli mi się czwarta procedura nie uda, to nie zrobię piątej stymulacji. Wtedy jeszcze jednak nie wiedziałam, że choruję na endometriozę i jak poważny jest mój stan. W najśmielszych snach nie podejrzewałam, że półtora roku później dostanę diagnozę, która będzie wymagała tak poważnej operacji. Gdyby nie ten czynnik, to pewnie już bym tym wszystkim rzuciła w cholerę, a tak – mam wrażenie, że moje ciało jest obecnie w najlepszym stanie od kilku(nastu) lat, minus czynnik związany z wiekiem :). Ta endometrioza to już chyba serio ostatnia przeszkoda, która została zdiagnozowana i wyeliminowana. Wygląda więc na to, że zrobię piątą, szóstą i pewnie siódmą stymulację. Zdecydowaliśmy się spróbować ostatni raz. Tym razem w Czechach. Tam nam zaproponowano serię ministymulacji – mniejsze dawki hormonów dające finalnie mniejszą liczbę komórek, ale sumarycznie lepszej jakości zarodki. To podobno daje świetne efekty u kobiet z niskim AMH. Nie wiem czy dobrze robię, czy te hormony nie rozkręcą mi znowu endometriozy. Wiem, że statystyki z uwzględnieniem mojego wieku są bardzo pesymistyczne, ale wiem też na pewno, że będę żałować, jeśli nie podejmę tej ostatniej próby. Jeśli się nie uda, to wtedy z czystym sumieniem będę mogła powiedzieć: tak, zrobiliśmy wszystko.

PS. Jeśli nie chcesz przegapić moich następnych wpisów, zasubskrybuj bloga, o tutaj. Każdy mój nowy artykuł trafi także do Twojej skrzynki. Nie spamuję :)