Po wizycie w bożonarodzeniowym miasteczku jedziemy dalej drogą nr 2 na południe. Dzisiaj nocleg pod namiotem. Decydujemy się zjechać na Lost Lake Campground, jakieś 70 km za North Pole. Jest jeszcze przed pełnią sezonu, tłumów nie ma. Opłatę w wysokości $15 należy uiścić wrzucając odliczoną kwotę do koperty.
Miejsce namiotowe jest wyposażone w palenisko z grillem i ławeczkę, zresztą jak wszędzie tutaj. Dzisiaj szef kuchni serwuje ravioli w sosie pomidorowym z puszki :)
Około godziny 22 jest jeszcze zupełnie jasno, zachód słońca zaczyna się przed północą. Idziemy nad brzeg jeziora.
Są takie chwile w życiu, kiedy – jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi – jest magicznie. Trwa złota godzina, wszystko skąpane jest w ciepłej pomarańczowej poświacie. Podziwiam wodę, kolorowe niebo, patrzę na przelatujące ptaki i małe kaczuszki, które próbują dogonić swoją mamę. I kiedy myślę, że lepiej już nie może być: na drugim brzegu jeziora z lasu wyłania się rodzinka łosi. Kontemplują widok, spacerują, popiją wodę z jeziora. Cieszę się tym odkryciem jak mała dziewczynka. Jest pięknie, zresztą zobaczcie sami :)




Po zachodzie niebo jeszcze długo utrzymuje pomarańczowo-fioletową barwę. Całkowita ciemność o tej porze roku nam tutaj nie grozi, za parę godzin słońce będzie się już szykowało do wzejścia. A za kilka tygodni będzie święto midnight sun, polarne dni i brak zachodów w ogóle :) Początek czerwca to zdecydowanie dobry termin na poznawanie Alaski.
Jutro czeka nas głównie dzień w samochodzie, trasą Richardson Highway na południe.
Post jest częścią relacji Alaska 2017.
PS. Jeśli nie chcesz przegapić moich następnych wpisów, zasubskrybuj bloga, o tutaj. Każdy mój nowy artykuł trafi także do Twojej skrzynki. Nie spamuję :)